poniedziałek, 20 kwietnia 2009

W Australii wszystko jest na opak - nawet nów zaczyna się z drugiej strony, słońce i księżyc wędrują w drugą stronę, cień również. Trzeba się do tego przyzwyczaić. W Sydney, choć jest dużym miastem, nie ma tłoku, nikt się nie przepycha, a mieszkańców nie denerwują kwestie, na które nie mają wpływu (np. spóźniający się pociąg). Wszyscy uprawiają sport i nikt się nie dziwi osobom, które się gimnastykują choćby na trawniku.
Szalony luz, swoboda ubioru, ludzie nie gapią się jedni na drugich, nie krytykują.
No i to rozgwieżdżone niebo! Zakochałam się w tym kraju. Zrobimy dużo, żeby zostać tu jeszcze jakiś czas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz