czwartek, 26 lutego 2009

Kolejny dzien, pogoda dopisuje, humory tez:) wynioslysmy sie dzisiaj z hostelu, troche z zalem, bo pomimo warunkow klimat zupelnie nam odpowiadal:) przenosimy sie na dwa dni do samiusienkiego centrum, nowoczesnego apatramentowca na 18 pietro :) Indonezyjka z Bali udostepnilo nam studio, wiec jest sympatycznie:)) a potem Bondi, chyba...wlasciwie jestesmy na walizkach poki co. Szkole zaczynamy w poniedzialek, jeszcze kilka dni zostalo na przystosowanie sie, zwlaszcza, ze w ciagu dnia potrzebujemy drzemki. Z praca podobno kiepsko, kryzys tez dopadl Australie, ludzie boja sie wydawac kase i zatrudniac no ale jak szczescie dopisze cos sie znajdzie. Wazne, ze sa zyczliwi, wlasciwie wszyscy, zwlaszcza backpakersi trzymaja sie razem, jedno cv oblecialo polowe hostelu do skopiowania, podaja sobie namiary na prace, wspolne wyjscia wieczorem, jak sie da to na "darmoszke":) Gdy ma sie kase i nie trzeba liczyc sie z kazdym dolarem mozna zakochac sie w Sydney. minimum 20 baksow na dzien i to wlasciwie wystarczy na jeden cieply posilek, bolki na sniadanie i cos na kolacje. Balbinka, tunczyk wraca :) tylko groszek drogi :) najgorzej z komunikacja miejska, Sydney to 122 km, trzeba sie poruszac autobusami, metrem a bilety sa drogie. No ale multum ludzi tak wlasnie podrozuje, zazwyczaj nasi nowi znajomi potrafia powiedziec cos o Krakowie czy chociaz o pierogach polskich :) a my po prostu sluchamy i zazdroscimy :)
ok, zmykamy. Korzystamy z internetu w centrum studenckim a musimy biec do Konsula.
Dzieki Filipku:)) wrociles juz do Holandii ? trzymaj sie cieplo i pisz tez co u Was :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz